My, polani …

   Słowiańskie plemiona podlegające władzy Piastów stały się nominalnie chrześcijańskie, nie wystarczało to jednak, aby ich książę mógł być królem. W „Żywocie św. Stefana” króla Węgier, czytamy, że mimo starań Mieszko nie otrzymał od papieża korony królewskiej z powodu „barbarzyńskich obyczajów jego narodu”. Należało więc je zmienić.

  Nie były to jednak czasy pierwotnego chrześcijaństwa, które miało, jak opisywał to ze zdziwieniem Pliniusz Młodszy, siłę i szybkość rozprzestrzeniania się zarazy. Instytucjonalizowane, hierarchizowane i wchłaniane od III wieku przez struktury władzy państw europejskich, chrześcijaństwo traciło już swoją pierwotną, tajemniczą energię,  a w skali masowej stawało się projektem cywilizacyjnym lub politycznym. Coś zostało zapomniane, ukryte lub zagubione.

Kto będzie sprzedany?

     Do skutecznej ewangelizacji potrzebna byłaby armia tysięcy księży i zakonników znających język słowiański, a tej Bolesław nie posiadał. Ludność należąca do podległych mu plemion miała swoje wielowiekowe wierzenia i swoich bogów, a także własne reguły dobra i zła. Do dokonywania ocen, kto jest dobrym człowiekiem, nie trzeba było wcale być chrześcijaninem. Czy opowieść o żydowskim proroku, który umarł ukrzyżowany i podobno zmartwychwstał, mogła porwać poddanych Bolesława? Wątpliwe. Tym bardziej, że handlujący ludźmi przedstawiciele narodu tego proroka, źle się Słowianom kojarzyli i byli źródłem ciągłego strachu.

   Aby przekonać podległą sobie ludność do chrześcijaństwa, potrzebny był spektakularny pomysł i szybki plan realizacyjny. Przymus byłby nieefektywny. O skomplikowanej drodze do niebieskiego królestwa nie miał im kto opowiedzieć. Co więc mogło być dobrą nowiną dla ludzi żyjących w ciągłym zagrożeniu? Obietnica, że jeśli się ochrzczą, to nie zostaną sprzedani do odległych krain, z których się nie wraca.

   Jak wiemy na podstawie kronik tego okresu, masowe chrzty ludności technicznie organizowane były tak, że mieszkańcy danej miejscowości wchodzili do rzeki, jeziora lub morza a ksiądz polewał ich wodą. Czy setki i tysiące ludzi polewanych wodą przez duchownych nie mówiących w ich języku mogło rozumieć, że to polewanie wodą to chrzest oczyszczający z grzechu pierworodnego? I czym jest grzech pierworodny?

  Wprowadzenie przez Bolesława zakazu sprzedaży chrześcijan dawałoby narzędzie do szybkiej chrystianizacji poddanych, którzy choć nie rozumieli czym był chrzest, to jednak rozumieli, że kto zostanie polany ten nie będzie sprzedany. Zjednywać musiało jednocześnie wielką sympatię biskupa Wojciecha, który dzięki Bolesławowi czuł się sprawcą tak wielkiego dobra.

   Nie mamy jednoznacznych, pisanych dowodów w tej sprawie, ale opowiadanie historii średniowiecza to stawianie mniej lub bardziej spójnych hipotez. Wiemy, że Wojciech opuścił Pragę, bo nie chciał przebywać w miejscu, w którym sprzedawano chrześcijan, natomiast chętnie gościł na dworze Bolesława. Wiemy też z wielu źródeł, że handel ludźmi w Europie w okresie rządów Bolesława całkowicie się załamał. Podaż rynkowa zniewolonych ludzi spadła tak drastycznie, że cesarz Henryk II zwołał w 1006 roku synod, na którym zabronił sprzedawania chrześcijan kupcom pogańskim, aby nie tracić tych zasobów ludzkich, które cesarstwo jeszcze posiadało.

   Bolesław wprowadził ponadto bardzo restrykcyjne „przepisy wykonawcze do chrześcijaństwa”. I tak np. nieprzestrzegający postów mieli wyłamywane zęby, a cudzołożnikom przybijano gwoździem mosznę do mostu targowego dając nóż i wybór: śmierć, albo samodzielne obcięcie sobie tej części ciała. Co robiono kobietom, które się źle prowadziły, a co również opisuje kronikarz biskup Thietmar, pomińmy ze względu na nieprawdopodobną drastyczność.

   Gdy Wojciech przybył na dwór Bolesława w końcu 996 lub na początku 997 roku, do ochrzczenia na podległych Piastom terytoriach pozostał wyłącznie Gdańsk. I właśnie stamtąd, po przeprowadzeniu masowego chrztu w morzu, wyruszył przyszły święty na misję chrystianizacyjną do Prus, gdzie został zabity a to stało się przesłanką jego kanonizacji.

   Liczne świadectwa mówią o niezwykłym bogactwie Piastów a w szczególności Bolesława. Wielu historyków źródło tego bogactwa widzi w handlu ludźmi. Znając takie relacje jak „Księga podróży” Benjamina z Tudeli, który w połowie XII wieku pisał o Czechach sprzedających Żydom w niewolę własne dzieci, można zasadnie domniemywać, że ludzie do sprzedaży pozyskiwani byli nie tylko w wyniku zdobyczy wojennych, lecz również z prowadzonej planowo hodowli.

   Upadek tego handlu musiałby w takim razie oznaczać upadek potęgi finansowej Bolesława. Tak się jednak nie stało, a wiele wskazuje na to, że państwo Piastów miało świetnie zorganizowaną gospodarkę surowcową i przetwórczą, która najprawdopodobniej była rzeczywistą podstawą jego finansów.

1 2 3 4 5 6 7 8