My, polani …

Dusze nieumyte

  Łatwo oczywiście takie sugestie podważyć, nazywając je gnostycyzmem, który odrzucany jest jako herezja. Jednak nie każdy gnostyk może być uznawany za heretyka, skoro św. Paweł mówi: „Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który w was jest a którego macie od Boga…” (1 Kor 6.19). Jeśli przyjmuje się te słowa z wiarą lub przynajmniej z nadzieją, to jest czego szukać i jest wiedza do zdobycia i przeżycia. Takie poszukiwanie nie może być uznane za heretyckie.

  Po V-VI wieku, utracony został ukryty przekaz, w tak tajemniczy sposób porywający i przyciągający do chrześcijaństwa wyznawców różnych religii. Do nawracania pogan: Germanów, Franków, Słowian i innych, trzeba było coraz więcej środków przymusu fizycznego, politycznego i różnych forteli. Pogaństwo ze swoimi wielowiekowymi tradycjami nie było podatne na nową religię w sytuacji, gdy przestawała ona dawać rzeczywistą przemianę duchową, opartą na indywidualnym przeżyciu doświadczenia metafizycznego.

  Dzisiejszy Kościół katolicki nie wymaga od nas, wyznawców, myślenia ani pracy duchowej. Ogranicza się do prostego głoszenia podstawowych dogmatów wiary i przykazań, choć już bez restrykcji karno-wykonawczych, nie tylko tak drastycznych jak te Bolesława Chrobrego, a po prostu żadnych. Osłabianie siły chrześcijaństwa potęguje coraz szerzej rozpowszechniana w Kościele obietnica powszechnego zbawienia dla wszystkich i bez wysiłku. Każdemu po równo i za darmo. Nawet narzucenie sobie reżimu postępowania zgodnie z przykazaniami nie stanowi przecież przemiany wewnętrznej. Łatwo i właściwie bez problemu przywracać można sobie wciąż na nowo stan niewinności. Bez trwałego uwolnienia się od ograniczających, złych, demonicznych popędów wewnętrznych. Kucany katolicyzm do żadnej przemiany duchowej nas nie prowadzi.

  Czy my, chrześcijanie, którzy stworzyliśmy najpotężniejszą cywilizację w historii świata jesteśmy lepszymi ludźmi niż inni? Czy jest w nas mniej pychy, gniewu, zawiści, nieczystości, chciwości, lenistwa, nieumiarkowania? Czy nie lepiej byłoby zainicjować poszukiwanie dróg przemiany duchowej, podejmując ryzyko błądzenia, niż godzić się na te herezje, które nas opanowały?

  To, co miało wnikać i przekształcać, spłynęło po nas. Ciała mamy polane, dusze nieumyte. Być polanym 1000 lat temu to było aż nadto. Być polanym dziś, zazwyczaj znaczy niewiele.

Krzysztof Budziakowski

Szkic „My polani…” ukazał się w numerze 135/2017 dwumiesięcznika „Arcana”.

1 2 3 4 5 6 7 8