Krytyka terapii duszy polskiej

Działania znachorów duchowych

To, że jest jakiś poważny problem z charakterem czy emocjonalnością Polaków, zauważało już od co najmniej 200 lat wielu polskich obserwatorów. Poetów, pisarzy, publicystów, psychiatrów i filozofów, duchowych znachorów proponujących terapie objawowe bez diagnozy przyczyn kłopotów naszej polskiej duszy. Terapie duszy polskiej, które formułowali i formułują dzisiaj, same w sobie są przejawem pewnych cech neurotycznych. Rys narcystyczny łatwo wskazać w nacjonalizmie i mesjanizmie, rys masochistyczny w odgrywaniu ofiary i samoponiżaniu się, schizofreniczny w kontemplacji historii i zaprzeczaniu rzeczywistości. Neurotyczność narodu charakteryzuje się tym, że jedni jego przedstawiciele starają się go nadmiernie gloryfikować, a inni pogardzać i poniżać.

Nacjonalizm polski może mieć oczywiście różne oblicza i nie zawsze jest tym samym. Inaczej definiował swe idee Jan Stachniuk i „Zadruga”, a inaczej Roman Dmowski i Narodowa Demokracja. Dzisiaj wpływowych intelektualistów tego nurtu ideowego raczej nie ma. Mamy za to do czynienia z popularnym, niewyrafinowanym nacjonalizmem ludowym jako jedną z najprostszych form obrony przed dyskomfortem wywoływanym przez tajemnicę skryptu.

Można powiedzieć: „Polsko, mamy problem”, bo odgrywanie roli szlachetnej ofiary to często stosowana metoda radzenia sobie ze świadomością klęsk, które ponosiliśmy w historii. Za tak głębokie zaszczepienie nam narcystycznego cierpiętnictwa odpowiada profetyzm naszych „wieszczów”. Mickiewicz, do którego „czucie i wiara silniej mówi(..) niż mędrca szkiełko i oko” a także Słowacki „duch trumny, smutkiem dumny” zarazili nas romantyzmem, który współcześnie, jak celnie zauważył Bronisław Łagowski, stał się w Polsce totalny. Najgorsze jest to, jak niewiele brakuje, aby ten romantyzm wszedł w fazę totalitaryzmu.

Jeśli naród wlatuje „w rajską dziedzinę ułudy” – jak zachęca nas Mickiewicz – to będzie mieć problem z lądowaniem w świecie rzeczywistym.

Polski mesjanizm to grupowe, grzeszne podszywanie się pod Jezusa Chrystusa. Przekonanie, że nie pracą i rozumnym wysiłkiem lecz cierpieniem i ofiarą uzyskamy wyzwolenie oraz należny nam, w naszym mniemaniu, poziom życia. Podejmowane są, także współcześnie, próby wykazania, że idee mesjanizmu dają się pogodzić z chrześcijaństwem. Jednak szukanie interpretacji uwalniającej mesjanizm od zarzutu herezji, którą jest niewątpliwie, prowadzi na umysłowe manowce relatywizmu pojęciowego.

Twierdzenie, że „funkcję Chrystusa mogą też pełnić zbiorowości”, a więc i zbiorowość polska, na innych zbiorowościach robi zapewne takie samo wrażenie jak twierdzenie pojedynczej osoby, że jest ona nowym Chrystusem, na słuchaczach takiego wyznania. Zastanawiający jest znaczący udział księży katolickich w pielęgnowaniu tej herezji.

Pragnienie bycia ofiarą nawet bez przesłania mesjanistycznego, również może być zapisane w naszym skrypcie. Już Dmowski zauważył, że: „Myśmy tak odbiegli od innych narodów, że święcimy klęski, gdy tamte święcą zwycięstwa”. Osobowość masochistyczna myli wyższość moralną, którą jakoby ma ofiara, z brakami intelektualnymi, technicznymi i organizacyjnymi. Bycie ofiarą staje się jednocześnie wygodnym pretekstem umożliwiającym zupełnie nieprawdopodobne lenistwo ludziom, którzy skądinąd niewątpliwie pragną być polskimi patriotami.

Nadmierny samokrytycyzm oraz poniżanie własnej narodowości i historii jest również rysem masochistycznym. Samobiczowanie się Jedwabnem to stosowanie odpowiedzialności zbiorowej tam, gdzie odpowiedzialności zbiorowej nie ma i nie może być. Poniżanie własnego narodu czy współobywateli nie uleczy duszy polskiej. Powtarzanie Polakom, że są antysemitami jest nie tylko poniżaniem ale przede wszystkim programowaniem negatywnym. Prowadzi do efektów odwrotnych od zamierzonych. Grupa psychologów przeprowadziła w amerykańskich więzieniach analizę, badając, którzy z osadzonych słyszeli w dzieciństwie od swoich rodziców, że skończą w więzieniu. Okazało się, że tak negatywnie programowanych było 96% więźniów. Na pewno ich najbliżsi mieli dobre chęci.

Masochizmem są też próby rezygnacji z polskości na rzecz europejskości. Wy, którzy urodziliście się Polakami, porzućcie wszelką nadzieję na bycie kimś innym. Wyjścia z polskości nie ma. Ale polskość można odmienić.

Do uleczenia duszy polskiej nie doprowadzi poniżanie charakteru narodowego ani jego wywyższanie. Celem powinno być osiąganie realistycznego stosunku do siebie i zrównoważenie tej dwubiegunowości.

Kontemplacja historii jako uwięzienie duszy polskiej częściowo na Cmentarzu a częściowo w Muzeum jest lekceważeniem teraźniejszości i przyszłości a w konsekwencji uniemożliwia jej rozwój. Niektóre środowiska żyją w takim uścisku z przeszłością, że aż pachnie wokół nich trupio. Głodówka, którą jakiś czas temu zorganizowano w Krakowie „w obronie lekcji historii” jest przykładem przekroczenia granicy obłędu. Już chyba każdy tygodnik w Polsce ma dodatek „Historia”. I coraz więcej mamy publicystów historycznych. Zapotrzebowanie na kontemplację i egzaltację historyczną rośnie. Za mało natomiast jest takich publicystów, którzy podejmują próby udzielenia inspirujących i porywających odpowiedzi na pytania: „Jak odbudować polski przemysł?” Chodzi nie tyle o przemysł w Polsce lecz przemysł będący własnością Polaków. „Jak rywalizować skutecznie z innymi gospodarkami? Jak tworzyć warunki zwiększające zamożność obywateli i państwa polskiego? Jak zbudować silną armię?” Nie potrzebujemy w tygodnikach tylu dodatków „Historia”, potrzebujemy dodatków „Przyszłość”. I codziennie stawianego sobie pytania:
„A gdyby tak wyzwolić się z więzienia historii i zacząć być aktywnie obecnym w dziejach, które się dzieją?”

Cechą neurotyczną jest także negowanie wszystkiego, co w naszej rzeczywistości politycznej jest pozytywne. Na przykład z pewnością nie żyjemy w absolutnej wolności, ale twierdzenie, że wolności w ogóle w Polsce nie ma, jest próbą neurotycznej, infantylnej zemsty na rzeczywistości i obrażaniem własnego umysłu. Jeśli pozwalamy sobie na pogardę dla naszego rozumu, konsekwencją jest poniżenie naszej godności i ubezwłasnowolnienie.

Znachorów duchowych wszelkich opcji nie należy jednak potępiać, gdyż są oni tylko najwrażliwszymi przedstawicielami trapiących nas dolegliwości.

Psychiatrzy Antoni Kępiński i Kazimierz Dąbrowski widzieli i opisywali w psychice Polaków cechy rodzące problemy. Żaden z nich nie sformułował jednak metody naprawy tych ułomności, a nie sposób nie zgodzić się – przynajmniej w tej sprawie – z niemiłym nam filozofem, że chodzi o to, aby ten świat zmieniać.

Wiele polskich rodzin żyło od mniej więcej XVIII wieku w stanie powracającego zagrożenia. Większość naszych ojców, dziadków i pradziadków bardzo często miała niezaspokojone podstawowe potrzeby biologiczne, emocjonalne a także psychiczne.
W skrypcie rodzinnym są zatem również tajemnice o których głośno się nie mówi. Przez większą część tego czasu byliśmy narodem podbitym i wielokrotnie pobitym.

Największą więc tajemnicą polskiej duszy jest niskie poczucie własnej, narodowej wartości. Tajemnicą zepchniętą do podświadomości i przekazywaną w ukrytym skrypcie. Niskie poczucie wartości narodowej i mała wiara w siebie są kompensowane poszukiwaniem własnej wyższości. Do tego właśnie próbujemy wykorzystywać ideologie, które w zamierzeniu mają być terapiami polskiej duszy: mesjanizm, nacjonalizm, samoponiżanie, masochizm, europejskość i kontemplację historii.

Jednym ze świadectw niskiego poczucia własnej wartości jest uzasadnianie konieczności wprowadzania w Polsce różnych reform czy rozwiązań nie ich praktyczną i ekonomiczną przydatnością dla nas, lecz tym, że zostały one wprowadzone w jakichś rozwiniętych krajach świata. To poniżające, jak wielu przywódców mojego kraju i dziennikarzy ma tak niską samoocenę, że opinie innych są ważniejsze, niż ich własne uzasadnienie rozumowe.

1 2 3 4 5