Krytyka terapii duszy polskiej

Tajemnice polskiego przeznaczenia

Winston Churchill powiedział kiedyś : „Pozostaje to tajemnicą i tragedią historii, że naród polski gotów do wielkiego heroicznego wysiłku, uzdolniony, waleczny, ujmujący, powtarza zastarzałe błędy w każdym prawie przejawie swoich rządów”. Tajemnica i związane z nią powtórzenia tkwić mogą właśnie w skrypcie programującym charakter większości z nas. Ten zbiorowy charakter jest naszym przeznaczeniem. Dobra wiadomość jest taka, że przeznaczenie każdy może próbować zmienić, uświadamiając sobie zawartość własnego skryptu. I odmienić los swoich dzieci, wnuków, prawnuków czyli los przyszłych pokoleń Polaków. Skrypt jako powtarzająca się opowieść, będzie istniał do momentu, w którym odważymy się posługiwać własnym rozumem, w zaplanowany sposób, poszerzając swoją samoświadomość.

Formułowanie wskazań i postulatów dotyczących zmian, których powinni dokonać w swojej psychice czy charakterze inni ludzie, zawsze spotyka się z zupełnie naturalnym oporem. Pojedyncze „ja” ma charakter zintegrowany i żadnej, nawet najbardziej pozytywnej dezintegracji i reintegracji, narzucić mu nie można. Zmian, jeśli uzna za stosowne, każde „ja”, każdy z nas, może próbować dokonywać tylko z własnej woli i z własnego wnętrza. Wymaga to jednak olbrzymiej pracy nad sobą wykonywanej wbrew jakiejś części swojej psychiki.

Moja polska dusza jest w istotnym obszarze odzwierciedleniem tego, co wspólne w świadomości a przede wszystkim w podświadomości większości Polaków. Podstawową siłą kształtującą poczucie przynależności narodowej są więc moje rodzinne przekazy i przeżycia związane z wydarzeniami historycznymi. Do kształtowania dziecka wystarczą okruchy takich opowieści. Zawarte w nich, na przykład, poczucie zagrożenia ze strony Niemców i Rosjan dotyczące wojny, czasu niby minionego ale trwające jednak w rodzicach czy dziadkach w postaci nie do końca opisanego doświadczenia krzywdy i czegoś złego.

Ojciec jako żołnierz Armii Krajowej o pseudonimie „Słaby”, babcia Janina czytająca napisy na murach Grodna malowane przez Sowietów w 1939 roku: „My Paljaków budiem riezat”, dziadek Franek wywieziony do łagru koło Archangielska, a później ciężko ranny pod Monte Cassino, mama jako kilkuletnia dziewczynka uciekająca polną drogą, na której przed nią i obok pojawiały się obłoczki kurzu wzniecane przez pociski ze strzelającego do niej Messerschmitta. Takich poruszających opisów zdarzeń można wymieniać wiele. Wszystkie one kształtowały moich rodziców, ich charaktery i sposoby radzenia sobie ze światem. Zapadły  w ich podświadomość a ja zostałem nimi naznaczony, tak jak i oni zostali naznaczeni w podświadomości traumami związanymi z historią Polski przez ich rodziców i dziadków. Źródłem moich lęków są w istotnym stopniu ich lęki. Źródłem mojej samooceny narodowej jest ich samoocena narodowa. Istnieje ciągłość. Prawie każdy z nas ma taką opowieść a w wielu polskich rodzinach doświadczone wydarzenia miały charakter o wiele bardziej dramatyczny.

Później dochodzi do tego edukacja historyczna i kulturowa, polska poezja, proza, malarstwo, polskie filmy. Mickiewicz, Słowacki, Wyspiański i inni ugruntowują tylko to, co już zostało zaszczepione. Tak więc podziw dla ”Rudego” – Janka Bytnara czy „Alka” Macieja Dawidowskiego i pojawiające się ostatecznie – choć nie w pełni uświadomione – przekonanie o własnej gotowości bycia kamieniem na szaniec, to w tej sytuacji coś zupełnie naturalnego.

Niestety, przekaz z poprzednich pokoleń jest zbiorem informacji o różnych sposobach bycia ofiarą a nie zwycięzcą. W dziecku w naturalny sposób pojawia się poczucie obniżonej wartości związanej z przynależnością narodową a w jakimś stopniu niepewności w świecie polityki, tak tej najbliższej jak i międzynarodowej, co może pozostać stałą postawą dorosłego metrykalnie człowieka.

Ten przekaz jest wstydliwą tajemnicą zapadającą w podświadomość. Tak więc w dorosłym życiu bycie ofiarą staje się dla naszej podświadomości łatwiejsze i bezpieczniejsze, bo ma ona na ten temat sporo wiadomości, a choć dał nam przykład Bonaparte, to na pytanie: „Jak zwyciężać mamy?” mało kto umie szybko odpowiedzieć. A może jednak nie dał?

Skoro prawie wszyscy pochodzimy z rodzin, które przez wiele pokoleń żyły w ciągłym stanie zagrożenia i niezaspokojenia potrzeb biologicznych i psychicznych, to otrzymaliśmy dziedzictwo, które jest ciężarem. Można sobie poradzić z nim tylko wtedy, gdy je sobie w pełni uświadomimy. Czy moje poczucie lojalności i szacunku dla przodków może mnie, nas, również doprowadzić do bycia ofiarą? Czy nasz dług w stosunku do poprzednich pokoleń polega na byciu takimi jak oni czy innymi? Czy to by było lojalne w stosunku do naszych przodków – być silniejszymi, mądrzejszymi i skuteczniejszymi niż Niemcy i Rosjanie? Dzięki własnej sile i inteligencji? Czy powinienem wstydzić się sukcesu? Jaki jest sekret tej części mojej duszy, która jest polskością?

Zagrożenia przed którymi stoimy wynikają ze sterowania przez podświadomy skrypt wyobrażeniami, wyborami, działaniami i celami naszej narodowej i społecznej zbiorowości. Nie oznacza to oczywiście absolutnej determinacji lecz tylko to, że te skryptowe struktury czynnościowe mają zdecydowanie większy współczynnik prawdopodobieństwa realizacji niż struktury racjonalne i świadome.

Nie jesteśmy niestety jak Anglicy uczeni metod budowy imperium, czy jak Chińczycy, że „cierpliwość palcem dół wykopie”. Jesteśmy uczeni bycia ofiarami. Najważniejszy testament w naszej literaturze to „Testament mój” Juliusza Słowackiego, w którym nakazuje nam: „niech żywi (…) kiedy trzeba na śmierć idą po kolei, jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec”.

1 2 3 4 5