Co my, polscy obywatele

Józef Baran
poeta

Nie widzę możliwości porozumienia się między sobą: z jednej strony rzeczników i ideologów patriotyzmu martyrologicznego (kult żołnierzy wyklętych, odkopywanie czaszek i piszczeli i stawianie ich na ołtarzu ojczyzny, apoteoza Powstania Warszawskiego, odgrzewanie Katynia, Smoleńska itd.) a rzecznikami i ideologami obłudnej poprawności polityczno-europejskiej, czyli jak to nazywa pewien profesor logik — kompradorami z mentalnością kamerdynerów i lokai. Brojlerowy wychów abstrakcyjnych Europejczyków „sine matre, sine patre, sine genealogie” — a co za tym idzie marionetek bez tożsamości rodzinnej i ojczyźnianej — jest nie do pogodzenia z moją koncepcją człowieka. Ale nie rozumiem też dlaczego mamy wystawiać pomniki żołnierzom wyklętym i tym, którzy machali szabelkami a nie ludziom dobrej roboty: racjonalizatorom, odkrywcom, wynalazcom, społecznikom… Jeśli tylko ci, którzy bohatersko machali szabelkami i ginęli w beznadziejnej walce mają być dla narodu wzorem, to oznacza, że wszyscy którzy zaakceptowali porządek pojałtański i nie popełnili zbiorowego samobójstwa (czyli my, żyjący kiedyś w PRL a nie w lasach PRL) jesteśmy „sprzedawczykami”.

Niestety zgoda między antagonistycznymi stronami jest niemożliwa także dlatego — a może przede wszystkim dlatego — że jedni i drudzy w polityce mają jak zawsze na widoku pieniądze, zaszczyty, apanaże, walkę o zdobycie władzy i w tym potrafią się tak zapamiętać, że zapominają o dobru społecznym i obywatelach, którym mają służyć. Kiedy oglądam TVN boli mnie jadowita satysfakcja komentatorów z tego, że jesteśmy „ksenofobami, rasistami, antysemitami, narodowcami-faszystami” i że znowu tu i tam znaleziono na to dowody. Z czego tu się cieszyć?! Kiedy oglądam „dziennik rządowy”, razi zgrzebna, często łopatologiczna narracja na poziomie szkoły podstawowej, pokazywanie defilad, czołgów, prężenie przez ministra dość wiotkich muskułów.

Jestem człowiekiem sztuki. Poetą. Znowu w schizofrenicznym polskim światku nie widzę miejsca dla artyzmu, dla poziomu, jakości, lecz obserwuję ideologiczną naparzankę i przepychankę, obojętne czy dotyczącą filmu Smoleńsk czy książki z gruntu tendencyjnie antypolskiej czy antytradycyjnej (nagrodzoną np. w Nike). Liczą się tylko względy ideologiczne. Mimo wszystko wiem jedno, że mam pisać po prostu dobre wiersze dla ludzi wrażliwych z wyobraźnią i bez względy na podziały polityczne.…

Dwubiegunowy układ jest dla mnie jak przykrótka kołderka, spod której wystają nogi albo skrzydła.

To zresztą nic nowego ta schizofrenia. Parędziesiąt lat temu napisałem wiersz: Tańcowały dwa Polaki i jest on nadal aktualny. Musimy być zawsze mądrzejsi od samych siebie (czyli jedni Polacy od drugich Polaków) i musimy z siebie — na siebie — nawzajem zrzucać winę i wtedy czujemy się ok i komfortowo:

TAŃCOWAŁY DWA POLAKI

Dwa Polaki w jednym tańcowały
Jeden Polak duży drugi mały
Jak po niebie Duży zacznie krążyć
To na ziemi mały nie nadąży

Szumnie górnie i sarmacko duży hulał
Milczkiem boczkiem z słomą w butach mały kulał
Tańcowały w rytmie sprzecznych muzyk
Psując wzajem szyki mały z dużym

Bez spoczynku i opamiętania
Nie do pary ni do zrymowania
Tańcowały od sasa do lasa
Dołem-górą na zdartych obcasach

Duży Polak nadmuchany romantycznie
Bliźnich chciałby zbawiać ustawicznie
Mały schował się za czarne okulary
Krok za kroczkiem przeliczając na dolary

Na odsiebkę i na ksiebkę tańcowały
Ręce z stawów sobie powyszarpywały
Chodzi Polak z miną pokwaśniałą
Bo co zrobi to za dużo lub za mało

Oto taniec narodowy naszej głowy
Wściekła polka od wiek wieków wciąż ta sama
Słowa sobie czyny sobie i muzyka sobie sama
Oj dyrydy hopsa hopsa danaż moja dana

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24